Cheat meal, czyli dosłownie oszukany posiłek, oznacza wyczekiwane odstępstwo od restrykcyjnej diety i nagrodę za wytrwałość. Planowany z wyprzedzeniem, w określonym czasie, zdaniem wielu specjalistów od zdrowego stylu życia, powinien pojawić się w każdej diecie, bo ma znaczenie dla psychiki odchudzającego się, a ta z kolei albo wspomaga proces chudnięcia, albo skutecznie go blokuje. Dlatego „cheatować” warto. Ale z głową.

 

Zły cheat

 

To cheat spontaniczny. Koleżanki idą na pizzę? No, dobra, ja też się skuszę. Nieważne, że jest wtorek, a ja dopiero wczoraj zaczęłam dietę. Ok, miałam zrobić sobie odstępstwo dopiero w niedzielę, ale przecież to tylko kawałek pizzy! A nawet, gdyby dwa, to co? Najwyżej jutro nie będę jadła nic, żeby spalić te kalorie. Niestety, nieplanowany cheat meal jest pułapką. Zaczyna się od usprawiedliwienia, że sięgamy po coś niezdrowego, potem szukamy wymówek, dlaczego nie mogliśmy się powstrzymać, a potem wpadamy w koło samooszukiwania się. Zejście z dietetycznego toru staje się dopuszczalnym nawykiem, aż w końcu porzucamy naszą dietę. W ten sposób układ pokarmowy zaczyna wariować – raz dajemy mu marchewkę, raz soczystego hamburgera z frytkami, a raz nie jemy nic. Metabolizm spowalnia, my nie tracimy na wadze, a najpewniej zaczynamy odzyskiwać to, co już zgubiliśmy, często z nadwyżką.

 

Dobry cheat

 

Zgodny z planem. Jeśli ustaliliśmy sami przed sobą, albo z naszym trenerem, że to będzie niedziela, trzymamy się planu. Cheat meal jest nagrodą za to, czego dokonaliśmy. Dobry cheat to też taki, który spalimy. Jeśli wybraliśmy się do restauracji, wróćmy do domu na piechotę, wejdźmy po schodach, zamiast jechać windą, albo zabierzmy potem psa na spacer. Wówczas nasz drobny grzeszek nie będzie nam ciążył na sumieniu.

 

Co jeść cheatując?

 

Przede wszystkim pamiętajmy, że cheat meal oznacza jedno danie, a nie cały dzień kulinarnych grzeszków. Tu znowu odzywa się znowu nasze najważniejsze hasło: PLAN. Planujmy, co zjemy w tę naszą wyczekiwaną niedzielę. Niech to nie będzie wyprawa w ciemno do knajpki lub (o zgrozo!) cukierni, bo oszalejemy od podpowiedzi naszego mózgu, co powinniśmy zjeść. A gwarantujemy, że będzie ich mnóstwo! Dlatego zaplanujmy, co zjemy i trzymajmy się tego. Lody? Ok. Zatem wybierzmy się do fajnej kawiarni, pamiętając, że jest różnica między dwoma gałkami lodów w rożku, a kubełkiem lodów, obficie polanych czekoladą i bitą śmietaną. Podobnie jest różnica między burgerem z dobrej restauracji, a zestawem z popularnej sieciówki, w którym znajdą się także frytki, cola, lody i prażone krążki cebuli. I – jeśli już zdecydowaliśmy się na takie ustępstwo od diety – nie rezygnujmy ze zdrowia. 5 ml EstroVity, którą skropimy nasze danie, jeśli nie jest gorące, sprawi, że nawet ten nasz cheat meal zyska dodatkowe wartości odżywcze.